Szkoła podstępu, czyli forsowanie edukacji "zdrowotnej"

Dodano:
Minister edukacji Barbara Nowacka Źródło: PAP / Piotr Nowak
Tomasz Rowiński | Już we wrześniu, czyli ledwie za dwa tygodnie, jako przedmiot obowiązkowy do szkół wejdzie tzw. edukacja zdrowotna, ideologiczny koncept, którego ważnym pierwotnym celem była seksualna indoktrynacja dzieci, ale w szerszym zakresie po prostu lewicowe umeblowanie ich umysłów.

W praktyce EZ oznacza oznacza także ograniczenie wpływu rodziców na wychowanie swoich dzieci w zakresie treści, mających bezpośredni związek z formacja etyczną i religijną. Znaczenie treści przekazywanych dzieciom w szkołach, w ich środowisku rówieśniczym jest niebagatelne.

Nie powinno nas zwieść, że część programu tego przedmiotu bezpośrednio skupiona na seksualności nie weszła do obowiązkowego korpusu EZ i wciąż będzie można z niej wycofać swoje dzieci – co najmniej teoretycznie, ponieważ trudno sobie wyobrażać jak to wycofanie pojedynczych dzieci czy nastolatków z części zajęć będzie wyglądało w praktyce. Jest oczywiście, że lewicowa – w tym wypadku można uczciwie powiedzieć, skrajnie lewicowa – Minister Edukacji Barbara Nowacka stara się ugotować społeczeństwo niczym przysłowiową żabę, stawiając rodziców i uczniów w trudnej sytuacji już od tego roku.

Klęska na starcie

Zacznijmy od tego, że projekt przedmiotu edukacji zdrowotnej nie zyskał aprobaty społeczeństwa. W zeszłym roku aż 70 proc. uczniów szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych wypisało się z przedmiotu, na który domyślnie mieli uczęszczać. A zatem ich rodzice podjęli aktywne działania, by klasy na zajęciach z tego przedmiotu świeciły pustkami. Owszem, można wskazać, że odsetek uczestnictwa – lub jego braku – w zajęciach z EZ wpisał się pewną tendencję niechęci polskiego społeczeństwa wobec zajęć fakultatywnych – nie jest jednak najszczęśliwsza forma obrony nowego przedmiotu.

W roku szkolnym 2019/2020 około połowa uczniów uczęszczała na wycofane przez duet Tusk-Nowacka zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, podczas gdy w ostatnim roku funkcjonowania tego przedmiotu było to już tylko 33 proc. Można to wytłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze, przekonaniem rodziców i uczniów, że program WDŻ nie był wystarczająco dobry, by warto poświęcić mu dodatkową godzinę w sytuacji, gdy nie trzeba było tego robić. Po drugie przedmiot schodzący już z planu lekcji siłą rzeczy tracił resztki znaczenia, jakie mógł mieć jeszcze w oczach rodziców – tego przedmiotu zaraz nie będzie, po co zawracać sobie nim głowę.

Tym bardziej jednak 30 proc. frekwencji na nowym przedmiocie, który obok rugowania religii ze szkół, był flagowym projektem edukacyjnym rządu Tuska i minister Nowackiej, trzeba uznać za klęskę. Oznacza to bowiem, że także wielu wyborców koalicji rządzącej wypisało swoje dzieci z nowego, wprowadzanego z przytupem, przedmiotu. Nawet jeśli część z nich zrobiła to z takim samym pragmatycznym automatyzmem, z jakim wypisywała dzieci z WDŻ, w żaden sposób nie podnosi to fatalnej oceny wystawionej przez społeczeństwo EZ. Być może WDŻ potrzebowało reformy i odnowy po wielu latach mało przekonującego funkcjonowania, ale jeśli chodzi o EZ to poniosła ona całościową klęskę już na samym starcie.

Warto dodać, że dane regionalne pokazują dużą rozpiętości uczestnictwa – w Gorzowie Wielkopolskim na zajęcia z edukacji zdrowotnej uczęszczało 35,7 proc. uczniów, w Poznaniu 32,9 proc., a w Rzeszowie zaledwie 14,5 proc., co sugeruje, że lokalny opór – silniejszy w regionach mniej zsekularyzowanych – też miał znaczenie, obok czynników organizacyjnych i rodzinnej logistyki. Zatem porównywanie porażki EZ do słabego zainteresowania WDŻ jest niczym innym jak maskowaniem złego społecznego odbioru tego projektu.

Podstęp na oporne społeczeństwo

Ministerstwo edukacji, ale także Donald Tusk, musieli zdać sobie sprawę z tego, że bez użycia podstępu EZ nie zostanie łatwo wprowadzona do szkół, ponieważ rodzice w większości nie chcą tego przedmiotu dla swoich dzieci. Tegoroczne ogłoszenie wyjęcia tematyki seksualnej z obowiązkowego programu przedmiotu nie jest zatem krokiem wstecz, jak przekonują nas czynniki rządowe i część komentatorów, ale usypiającym czujność fortelem. Jest oczywiste, że tego rodzaju gra została skierowana do tej części społeczeństwa, która w zeszłym roku starała się symetryzować swoją opinię. Hasło tego symetryzmu brzmiało: „edukacja zdrowotna” – tak, „edukacja seksualna” – nie.

Problem polega jednak także na tym, że ministerstwo edukacji zniszczyło rozproszony w programach wielu przedmiotów system formowania uczniów ku zdrowemu życiu, tylko po to by móc spakować go do jednego przedmiotu, a potem zatruć to wszystko swoją ideologią. Zabieg był sprytny, wielu ludzi rzeczywiście zaczęło mylić elementy zdrowotne EZ z ideologiczną wkładką, która zresztą w wielu aspektach zdominowała całą podstawę programową. Bez wątpienia wielu obywateli gdy usłyszało, że tematy seksualne nie będą forsowane jako obowiązkowa część EZ poczuło ulgę i przestało interesować się tematem. Ministerstwo edukacji już od zimy prowadziło wobec rodziców swoistą grę pozorów. Resort przekonywał, że w duchu kompromisu treści określane jako „wychowanie seksualne” pozostaną fakultatywne. Jednak w praktyce było to tylko budowanie iluzji.

Na czym polega oszustwo, jakie jest nam obecnie serwowane? Weźmy konkretny przykład. W samej podstawie programowej elementy związane z ideologią gender oraz postulatami środowisk LGBT nie zostały wcale zaklasyfikowane, jako część modułu „wychowanie seksualne” — figurują tam pod szyldem praw człowieka i przeciwdziałania dyskryminacji, a więc w części uznanej za obowiązkową. Można zatem powiedzieć, że ogłoszono usunięcie szkodliwych treści z obowiązkowej treści przedmiotu, ale w rzeczywistości liczne toksyczne treści pozostały tam, ponieważ wcale nie znajdują się pod oczywistym szyldem. Tego rodzaju manipulacja to nic trudnego, mało kto – poza specjalistami – ma orientację w strukturze podstawy programowej.

Edukacja zdrowotna wręcz przesycona jest nowa wizją człowieka całkowicie uległego wobec własnej słabości i jednocześnie duchowo zależnego od ideologicznych usprawiedliwień podsuwanych mu przez skrajną lewicę. Program stawia na przykład znak równości między małżeństwem a związkami nieformalnymi, a rozwód czy rozpad rodziny prezentuje jako coś w rodzaju naturalnej, „normalnej” życiowej zmiany. W najbardziej jednak zideologizowany sposób ukazane jest w podstawie programowej EZ macierzyństwo, które jest przecież wartością chronioną wprost przez Konstytucję. Wiemy jednak, że przodownicy demokracji walczącej Konstytucją RP po prostu się nie przejmują. W materiałach programowych ministerstwa macierzyństwo przywołuje cały katalog feministycznych fobii i pojawia się przede wszystkim w kontekście zagrożenia dla zdrowia psychicznego kobiety, a nie jako rzeczywistość, którą należałoby otoczyć wsparciem i szacunkiem. Dlatego też nie dziwi, że o ile w podstawie programowej do WDŻ był zapis stanowiący, że „uczeń ma szacunek dla ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci”, o tyle w EZ jest tylko to, że „godność człowieka stanowi fundamentalną wartość na wszystkich etapach jego życia” – ale nie ma wprost wzmianki o życiu od momentu poczęcia.

Litania problemów

To zresztą nie jedyny niepokojący wątek. W podstawie EZ znalazł się także blok poświęcony „zdrowiu środowiskowemu”, w ramach którego uczeń ma nauczyć się „rozpoznawać dezinformację dotyczącą zmian klimatu oraz ich wpływu na zdrowie” i wskazywać „wiarygodne i rzetelne źródła informacji” na ten temat. Tymczasem debata naukowa i publiczna na temat problemów ekologicznych nie jest jednoznacznie rozstrzygnięta, a mimo to uczniom zostanie przedstawiona jedna, z góry narzucona narracja, którą trudno nazwać inaczej niż ideologiczną. W tym zakresie państwo po prostu powinno się wstrzymać z forsowaniem stanowisk, z których w przyszłości będzie musiało się być może wstydliwie wycofywać. Poza tym stosunek do przyrody ma wyraźny aspekt etyczny, zatem powinno się go zostawić w obszarze odpowiedzialności rodziców, podobnie jak wychowanie do określonego światopoglądu czy religii. Problem jest tu jednak także polityczny – ekologia dzieli elektoraty na różne ugrupowań i jednostronna formacja w zakresie „zdrowia środowiskowego”, to nic innego jak próba wychowania sobie przez lewicę przyszłych wyborców.

Kolejnym elementem budzącym zastrzeżenia jest moduł dotyczący przeciwdziałania tzw. mowie nienawiści — pojęciu, które od lat bywa wykorzystywane przez środowiska radykalne do uciszania głosów krytycznych wobec aborcji czy ideologii gender. Istnieje realne ryzyko, że dzieci będą wychowywane w przekonaniu, iż wyrażanie pewnych — zupełnie legalnych — poglądów samo w sobie stanowi „mowę nienawiści” i z tego powodu zasługuje na wykluczenie z debaty publicznej.

Co będzie dalej?

Jeśli dziś nie przeciwstawimy się, podobnie jak w zeszłym roku, lewicowemu reżimowi, dalszy ciąg zdarzeń będzie czymś zupełnie oczywistym. Po zmęczeniu społeczeństwa przeciągająca się dyskusją i oswojeniu nas wszystkich z nowym przedmiotem, nastąpi całkowite domknięcie systemu. Może ono dokonać się na dwa sposoby – albo „zdrowie seksualne” zostanie bez ceregieli włączone do obowiązkowego programu EZ, albo zakres wyłączonych treści będzie konsekwentnie uszczuplany, aż w końcu stanie się zbiorem pustym. A wtedy minister Nowacka i jej ideologiczni akolici rozpoczną kampanię zawstydzania, że oczywiście świat się nie skończył razem z wprowadzeniem EZ, a nawet ma się zupełnie dobrze, krytycy tymczasem okazali się „ciemnogrodzianami”. Niestety konsekwencji złej edukacji nie poniosą już rządowe feministki, ale młodzi ludzie, którzy wyjdą ze szkoły z intelektualnym zamętem. Jeszcze większym od tego jaki otrzymują choćby od wszechobecnych mediów.

Jaka jest perspektywa przeciwdziałania? Mamy trzy sposoby na przeciwstawienie się działaniom rządu, które niszczą aksjologiczne podstawy polskiej edukacji – protestować, wypisywać dzieci z bloku edukacyjnego poświęconego edukacji seksualnej, a w przyszłym roku zagłosować przeciwko tym, którzy już dziś programują dewastację losu przyszłych polskich pokoleń. Wbrew polskiemu doświadczeniu, wbrew konstytucji i zdrowemu rozsądkowi.

Tekst powstał w ramach programu analiz Instytutu Ordo Iuris

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...